Nikt, czyli Polak?

…z zachowanych listów Verne’a wynika, że w pierwowzorze powieści kapitan Nemo był właśnie Polakiem, który po upadku powstania styczniowego straciwszy ukochane osoby i majątek musiał uciekać z kraju i ukrywać się.

Powstanie styczniowe z lat 1863-1864 zakończyło się dla Polaków klęską. W wymiarze politycznym doprowadziło de facto do całkowitego zniesienia resztek autonomii Królestwa Polskiego. W sensie kulturowym jeszcze ściślej poddane zostało ono rusyfikacji, choćby poprzez wprowadzenie języka rosyjskiego jako urzędowego w 1868 r., czy przez stosowanie kalendarza juliańskiego. Część miast wspierających powstańców utraciły prawa miejskie w ramach represji – wiele z nich do dziś ich nie odzyskało. W wymiarze rodzinnym były to osobiste tragedie. Osoby poległe były opłakiwane na powstańczych mogiłach i można było mówić o szczęściu, jeśli udało się ustalić miejsce śmierci i pochówku – wielu bowiem pogrzebano w zbiorowych bezimiennych grobach. Rodziny traciły majątki i były zmuszane do ucieczki, a część powstańców sądzonych po stłumieniu zrywu trafiło na stryczek, lub zostało zesłanych na Syberię.

Zawierucha powstania a morska epopeja

Ogólnie powstanie to zostawiło przygnębiające wrażenie w narodzie polskim i pogłębiło żałobę i poczucie męczeństwa. Dlatego stanowiło też pożywkę dla romantycznych wyobrażeń o dziejach samego powstania i losów jego bohaterów. Wieści o upadku niepodległościowego zrywu rozeszły się po Europie, a niemała część liberalnego społeczeństwa Zachodniej Europy żywiła sympatie dla uciemiężonych ludów.

Owa sympatia znalazła odbicie również w literaturze. Francuski pisarz Juliusz Verne należał do grona tych, którzy stawali po stronie ujarzmionych, w tym i właśnie po stronie Polaków pod zaborami. W swoich dziełach Juliusz Verne nieraz zawierał mniej lub bardziej zawoalowane deklaracje własnych sympatii politycznych. Jeszcze do dziś w kulturze popularnej dużą popularnością cieszy się jego powieść „Dwadzieścia tysięcy mil podmorskiej żeglugi”, ale niewielu zdaje sobie sprawę z głęboko zakorzenionego w niej polskiego wątku.

Kluczową postacią tej morskiej epopei, będącej zresztą drugą częścią tak zwanej Wielkiej Trylogii, jest kapitan Nemo. Jego imię, Nemo, po łacinie oznacza „nikt”, co oczywiście nie było przypadkiem, lecz celowym zabiegiem mającym ukryć przeszłość bohatera. Choć ostatecznie wydana treść trylogii zdradza inne pochodzenie kapitana Nemo (niech każdy czytelnik samodzielnie sięgnie po książki, by je odkryć), to dla polskich odbiorców mile łechcącym faktem jest, iż z zachowanych listów Verne’a wynika, że w pierwowzorze powieści kapitan Nemo był właśnie Polakiem, który po upadku powstania styczniowego straciwszy ukochane osoby i majątek musiał uciekać z kraju i ukrywać się.

Nemo jak Kościuszko

Okazuje się, że postać kapitana Nemo została tak skrojona, że doskonale odpowiada naszym heroicznym i romantycznym wyobrażeniom o Polakach jako bojownikach za wolność „naszą i waszą”. Znamy przecież z naszej historii takie postacie jak Józef Bem, Kazimierz Pułaski, czy Tadeusz Kościuszko, którzy stali się bohaterami walk narodowowyzwoleńczych nie tylko polskich, ale i na Węgrzech, czy w Stanach Zjednoczonych. Fantastyczna i futurystyczna łódź podwodna książkowego kapitana Nemo – „Nautilus” – pozwalała mu na aktywne i żarliwe wspieranie walk powstańców z ciemiężcami z całego świata, co zostało pokazane na przykładzie materialnego wspierania Greków w ich walkach z Turcją Osmańską.

Gdyby ktoś nie dowierzał w te powiązania, niech choćby pośrednim dowodem będzie to, że gdy autor zabiera nas na wędrówkę po kajucie kapitana Nemo, prezentuje tam szereg portretów postaci historycznych, z których każda związana była z dziejami walk wyzwoleńczych poszczególnych narodów, czy grup społecznych, a wśród nich: Marko Botsaris z Grecji, Daniel O’Connell z Irlandii, Jerzy Waszyngton ze Stanów Zjednoczonych, Daniele Manin z Włoch oraz Abraham Lincoln i John Brown będący symbolami walki z niewolnictwem.

W tym zacnym gronie był wymieniany ktoś jeszcze, jednak Polacy mieszkający pod zaborami nie mogli się o nim dowiedzieć. Był nim nie kto inny jak Tadeusz Kościuszko, który przez zaborczą cenzurę został wykreślony, ale we francuskim oryginale z 1870 r. jest wymieniany wprost. Polskie wydania dopiero po odzyskaniu niepodległości mogły wyliczyć już komplet bohaterów, których kapitan Nemo traktował ze szczególną czcią.

Dlaczego więc w końcu kapitan „Nikt” nie został oficjalnie Polakiem? Względy polityczne zadecydowały o tym. Wydawca powieści Juliusza Verne’a, czyli Piotr Juliusz Hetzel zdając sobie sprawę, że kwestia niezależności Polaków pod rządami rosyjskimi jest drażliwym tematem mogącym wywołać niepożądane napięcie w relacjach francusko-rosyjskich, miał nakłonić pisarza, by porzucił pomysł o polskim pochodzeniu swojego literackiego kapitana.

Rzeczywiście był to okres, gdy do rozwoju przemysłowego Królestwa Kongresowego w dużej mierze przyczynili się m.in. francuscy przedsiębiorcy, co mogło mieć miejsce właśnie dzięki zacieśniającej się współpracy politycznej i finansowej między Francją i Rosja. W dalszej perspektywie ta współpraca zaowocowała zawarciem tzw. Trójporozumienia między Francją, Rosją i Wielką Brytanią, które miało stanowić przeciwwagę dla Trójprzymierza Niemiec, Austro-Węgier i Włoch – dwóch sojuszy, które starły się ze sobą w pierwszej wojnie światowej.

Choć polityczny pragmatyzm zwyciężył nad twórczą swobodą, to i tak w kapitanie Nemo już na zawsze pozostanie cząstka polskiego pochodzenia, a w szerszym kontekście wciąż pozostaje on uosobieniem zemsty grożącej wszystkim tyranom tego świata.