Strychy i piwnice a skarby genealogiczne

strychy1-min

Często to, co zapomniane i niedoceniane nabiera specjalnej wartości i atrakcyjności, gdy zostanie odkryte na nowo. Tak bywało w dziejach ludzkości na przykład z cyklicznie odkrywaną i odświeżaną kulturą antyczną. Miło jest też wracać co pewien czas do niektórych wspomnień, jest zresztą wskazane, aby dla własnej higieny psychicznej, regularnie dokonywać pewnych zmian w myśleniu, upodobaniach i weryfikować ich wartość. W sprawie powrotu do przeszłości nie zawsze trzeba sięgać do ogólnoludzkiego dziedzictwa – wystarczy historia własnej rodziny. Nasza najbliższa okolica i własne domy nierzadko są skarbnicami niewiarygodnych pamiątek – nieraz o zaskakującej wartości sentymentalnej, a nawet materialnej.

Źródła genealogiczne, których nie ma w archiwum…​

Obecnie archiwa – państwowe, kościelne oraz społeczne – i tym podobne instytucje gromadzą znakomite zabytki, są one w coraz większej mierze sukcesywnie indeksowane, digitalizowane i udostępniane publiczności. Są jednak rzeczy, których nie znajdziemy w żadnym publicznym katalogu, żadnej bibliotece, czy archiwum, ani internetowych zbiorach. Czekają one cierpliwie na nas na strychach, lub w piwnicach.

Wprawdzie stare domy i kamienice są stopniowo i nieuchronnie wypierane przez nowoczesne budownictwo, gdzie niejednokrotnie nie ma tego typu pomieszczeń, lecz wciąż jeszcze można natrafić na tych drewnianych, kamiennych, czy ceglanych epigonów dawnej architektury. A tam, za zaśniedziałymi, czy zmurszałymi skoblami mogą czekać na nas od lat nietknięte i nie widziane pozostałości życia dawnych pokoleń.

Strych, piwnica – archiwum?

Strychy, czy piwnice – zarówno w budynkach mieszkalnych, jak i użyteczności publicznej – jako pomieszczenia z natury rzeczy o podrzędnej funkcji względem lokali mieszkalnych i użytkowych, często były słabo oświetlone. Najczęściej spełniały rolę graciarni, gdzie składowano niepotrzebne przedmioty, które z czasem pokrywały się grubą warstwą kurzu i oblekały się gęstą siecią pajęczyn. Bywały też domem dla myszy, szczurów, czy gołębi, a jeśli nie były należycie zabezpieczone, mogły zostać wykorzystane przez bezdomnych na nocleg lub przez różnej maści nicponiów na nie zawsze kulturalne spotkania. Wszystko to sprawia, że miejsca te raczej odpychają, niż przyciągają przeciętnego człowieka. Zwłaszcza, gdy jest się dzieckiem, te mroczne zakamarki pełne dziwacznych przedmiotów, jakby z innych światów, mogą stanowić źródło niestworzonych strachów. Jednak na szczęście – najczęściej zupełnie wyimaginowanych.

Warto przełamać ten strach, czy zwykłą niechęć do owych miejsc „niepamięci”. A to dlatego, że podejmując się eksploracji tych przestrzeni możemy przyczynić się do odkrycia niesamowitych historii i do uratowania ich przed zapomnieniem. Trafiają tam bowiem najczęściej rzeczy, które w naszym bieżącym odczuciu straciły swoją ważność, znudziły się, wyszły z mody, albo zajmowały niepotrzebnie miejsce. Odchodzą więc w odstawkę, o ile nie zostaną wyrzucone na śmietnik, co też się zdarza. Bywa to nieuniknione – wszak nasze domy nie są z gumy, a mimo wszystko musimy próbować zachować w naszym życiu równowagę między przeszłością, teraźniejszością i przyszłością. Nie bez powodu instytucje publiczne także dokonują klasyfikacji swoich zasobów i oceniają, które z archiwaliów należy przechowywać wieczyście, a które z nich można zniszczyć po określonym czasie.

Skarby odłożone na później

Przedmioty, które jednak już się tam znajdą, to często niezrozumiałe zapiski, niezidentyfikowane fotografie, zabawki, którymi być może już nie każdy umiałby się bawić, książki osierocone przez swoje wydawnictwa i inne pamiątki po dziadkach, pradziadkach, przyjaciołach, czy sąsiadach oderwane od swego pierwotnego kontekstu i przez to dla nas nieczytelne. Gdyby każdy z tych przedmiotów potrafił mówić… Przypomina się jedna z baśni Andersena o starej lampie ulicznej, która przez lata swojej służby była świadkiem nie tylko każdej zwykłej chwili wszystkich mijających ją ludzi, ale i wielu poruszających momentów z ich życia. Gdyby pomyśleć, przez ile rąk przeszły wszystkie te zakurzone przedmioty i jakie niezwykłe historie mogłyby nam opowiedzieć – każdego historyka i genealoga może przeszyć dreszcz ekscytacji na myśl o tym, a jednocześnie trudno powstrzymać jęk żalu, że choć te pamiątki są na wyciągnięcie ręki, to wydaje się, że na zawsze pozostaną nieme – nam zostaje tylko zgadywać, o czym one myślą, gdy na nie patrzymy.

Choć możemy próbować podjąć z nimi współpracę. Trzeba włożyć w to trochę wysiłku, mile widziana jest cierpliwość, detektywistyczna drobiazgowość oraz ostrożność w interpretacji naszych znalezisk. Gdy jednak w końcu uda nam się odkryć pierwsze powiązania między pamiątkami i ludźmi oraz ich przeżyciami, kolejne mogą przyjść łatwiej, niż się wydaje. Wtedy może się przed nami odsłonić cała gama emocji, które one ze sobą niosą i poczujemy się osobiście związani z nimi, nawet jeśli nie dotyczy to nas samych, czy naszej rodziny.

To dobrze, jeśli sami się decydujemy na takie eksploracje. Czasem jednak odkrycia mogą zostać sprowokowane przez różne okoliczności. Takimi okazjami są remonty, czy przeprowadzki do nowych miejsc. Co pewien czas, w mediach pojawiają się sensacyjne doniesienia o odkrytych „skarbach” – ukrytych właśnie w piwnicach, czy na strychach. Najczęściej są to fotografie, taśmy filmowe, rękopisy – nieraz o znacznej historycznej wartości. A że takie i jeszcze większe skarby mogą się tam kryć, niech świadczy zapisek z pierwszej strony księgi chrztów z parafii w Nowej Brzeźnicy w województwie łódzkim z pierwszej połowy XVIII w., który głosi: „znalezione w Wieluniu na strychu kościoła popijarskiego […] zwrócono do kurii 1953”. Bez wyczulenia na wartość pamiątek z przeszłości nie będziemy mieć więcej takich znalezisk.