Jak “dotarliśmy” do Minnesoty, czyli współpraca z Polskim Towarzystwem Genealogicznym Minnesoty.

Wszystko zaczęło się od asysty udzielonej naszemu klientowi w poszukiwaniach jego rodzinnych korzeni, który jest członkiem Towarzystwa. Krok po kroku i tak oto nasz artykuł wzbogacił Newsletter PTGW.

Dla jednych, będzie tylko kawałkiem terenu w południowej Polsce, nie budzącym emocji obiektem w sercu Starego Kontynentu. Innym – jego nazwa nie powie zupełnie nic. Są jednak ludzie, którzy wywodząc się z tych malowniczych terenów, na dźwięk nazwy Jordanów, Wysoka, czy Toporzysko, doznają szybszego bicia serca i nostalgii. Niniejszy artykuł, ma być ukłonem autora, właśnie w ich stronę, choć taką samą historię pisze życie o każdej „małej ojczyźnie” na Ziemi.

Dekanat Jordanów liczy dziś dziewięć zespołów parafialnych, z centralnym: Parafią Trójcy Świętej w Jordanowie, oraz okalającymi ją swoistym pierścieniem parafiami w Wysokiej, Łętowni, Naprawie, Sidzinie, Skomielnej Białej i Czarnej, Bystrej i Toporzysku. Dzisiejsza przynależność dekanatu to województwo Małopolskie i powiat suski. Nie zawsze jednak tak było. W latach 1975 – 1998, w czasach istnienia Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, miasto Jordanów, wraz z przylegającymi wsiami, należało do województwa nowosądeckiego. Przed 1918 rokiem, a więc datą odzyskania przez Polskę niepodległości, utraconej w wyniku rozbiorów, teren należał do Austrii i późniejszych Austro – Węgier i podlegał austriackiemu systemowi administracji. Jeśli uświadomimy sobie, że samo miasto powstało w połowie XVI w., możemy wyobrazić sobie, jak zmienne były jego polityczno-administracyjne losy. Nie może zapominać o tym także badacz przeszłości: ogólnej, lub swojej własnej i zdawać sobie sprawę z trudności, jakie taki stan rzeczy na nas nakłada.

Z racji sporego rozparcelowania tutejszej ziemi, ludność okolic należała do bardzo ubogich. Wieś często zmieniała właścicieli i zmienne stosunki prawno-społeczne, na pewno nie były katalizatorem ich bogacenia. W XIX wieku, zajmowała się głównie rolnictwem, inaczej, niż w średniowieczu, gdzie oprócz kupców, sporo także było rzemieślników, np. drwali. To właśnie jedna z przyczyn rozpoczynającej się w XIX wieku migracji ludności z tych terenów. Część emigrowała do miast, gdzie podejmowała pracę, np. w charakterze służby, spora grupa ludności, jako swoją nową Ojczyznę, wybrała Amerykę. Dziś, potomkowie tych ludzi, często z powodzeniem, szukają swoich korzeni.

No właśnie: co jest potrzebne, by udanie i skutecznie poszukiwać własnych korzeni? Własnych przodków? Fachowa wiedza, rozeznanie geograficzne? Znajomość języków? Umiejętność czytania starych dokumentów? To wszystko umiejętności, które z pewnością nam pomogą, ale tak naprawdę nie ma na to dobrej recepty. Najważniejsze, to mieć w sobie pasję i ukształtowaną chęć. Na zadane pytanie: czy chcę się dowiedzieć kim jestem? Skąd pochodzę? Kim byli moi przodkowie? Odpowiedź musi wywoływać wypieki na twarzy i wielkie pragnienie odkrywania własnego ja. Ludzie, którzy prowadzą poszukiwania genealogiczne, wiedzą dobrze, że każdy człowiek, to nie tylko: ja – tu i teraz. Człowiek to jego bardzo złożona historia, teraźniejsze życie, oraz to, co po sobie pozostawi.

Wywiad z Karoliną w Gazecie Wyborczej